O Pasiece

Jak zaczęła się nasza historia?

Łukasz właściciel pasieki obok swoich uli
Małe ule

Pomysł na założenie pasieki zrodził się w głowie mojego ojca Dariusza w 2015r. Od pomysłu do czynu i jesienią kupiliśmy nasze pierwsze ule. Tak zaczyna się historia Pasieki Gołaszyce. Czytając literaturę, przeglądając internet, praktykując u znajomego pszczelarza szykowaliśmy się do pierwszego pełnego sezonu. Nadeszły pierwsze ciepłe dni marca 2016r i dobre wieści bo wszystkie rodziny przezimowały.

Pierwszym zaskoczeniem było ile miodu pszczoły przynosiły, wręcz wylewał się z plastrów! Pierwsze wirowanie było bardzo satysfakcjonujące, kręcenie ręczną miodarką dało efekt 100kg miodu rzepakowego w pierwszym sezonie! Dla nas rewelacja! 

Pierwsze sukcesy

Wielokwiat i lipa dały równie dobre ilości, gdybyśmy posiadali większą wiedzę i sprzęt na pewno byłoby jeszcze więcej. Niestety dopuściliśmy do kilku rójek przez co siła rodzin spadła. W rozmowach po sezonie dowiedzieliśmy się, że był to najbardziej miodny rok w ostatnich kilkudziesięciu latach. Lepszej zachęty nie trzeba by za szykować pszczoły do zimy i zacierać ręce na kolejny sezon.

Ule w lesie z kwiatami
Ul z pszczołami

Drugi sezon

Drugi sezon, więcej wiedzy, więcej pszczół, więcej sprzętu to będzie jeszcze lepiej. Niestety nie tym razem. Z 15 rodzin przezimowały tylko 3… Wirus zrolowanych skrzydeł spustoszył okoliczne pasieki w tym naszą. Postanowiliśmy dokupić kilka rodzin by uratować sezon. Niestety trafiliśmy na bardzo agresywne rodziny, otwarcie ula i cały kapelusz czarny od zdenerwowanych owadów. Gdy znalazły dostęp do mojego buta nigdy, nie skakałem tak szybko uciekając od nich i zrzucając jednocześnie but z nogi. Ok 20 ukąszeń w stopie, pierwszy i mam nadzieję ostatni raz!

By spacyfikować agresję rozpoczęliśmy wymianę matek, ale i tak musieliśmy powtórzyć w kolejnym sezonie by pszczoły wróciły do pełni spokoju. Sezon trudny, zbiory dużo słabsze lecz sporo nauki i doświadczenia. Następne lata to głównie zgłębianie wiedzy, zakup uli, pierwsze wyjazdy z pszczołami jeszcze w ciężkich, drewnianych ulach. Cały czas szukaliśmy nowych pożytków, pierwsze wirowanie gryki i czarny, wytrawny miód utwierdził mnie w przekonaniu, że chcę mieć wiele kolorów w słoikach na koniec sezonu, trzeba kupować ule styropianowe i iść w gospodarkę wędrowną tz. przewozić pszczoły z pożytku na pożytek licząc na dobry miód odmianowy. Od słów do czynów zmienialiśmy ule drewniane na styropiany.

Przełomowe lata

Sezon 2020 przyniósł dwa istotne wydarzenia. Pierwsze- zdobyłem tytuł pszczelarza zawodowego zdając egzamin państwowy, dwa nasz pierwszy wyjazd na wrzosowisko. W pogoni za tym szlachetnym miodem pierwszy raz przejechaliśmy ponad 120km z naszymi pszczołami. Miodobranie z wrzosu dało po ok 3kg z rodziny. Satysfakcja była choć w ręce przez tydzień miałem zakwasy od kręcenia korbą miodarki. Trzeba kupić automatyczną! Zrealizowane w kolejnym sezonie, nowa miodarka bardzo usprawniła nasze prace i pozwoliła rozwinąć pasiekę do 80 rodzin, rozpoczęliśmy poławianie pyłku pszczelego oraz pozyskiwanie pierzgi.

W 2021 roku pierwszy raz pojawiamy się z miodem na targach, po sąsiedzku na Targu Ziemi124 (Joanno dziękujemy za zaproszenie!) i możecie nas tam spotkać po dziś dzień w pierwszą niedzielę miesiąca, choć w innym miejscu i nazwą (TargZiemi130, Tarnawa 4- Gospodarstwo Rodzinne Ożga, ZAPRASZAMY!).

Targi pszczelarzy

Sezon 2024 pełen wyzwań

Po bardzo dobrym sezonie 2023 gdzie udało nam się pozyskać przepyszny miód akacjowy, gryczany, wrzosowy i zdobyciu dwóch srebrnych medali za miody rzepakowy i gryczany na konkursie Honey Madness Cup w Warszawie (luty 2024).

Przyszedł czas na sezon 2024, dobra zima i bardzo szybka wiosna wymusiły kwitnienie rzepaku już na początku kwietnia, normą jest koniec tego miesiąca. Naturalnie wszystkie inne rośliny również zaczęły się rozwijać i tu pojawia się zimna Zośka… Zebrała straszne żniwo, temperatury do -7 stopni spowodowały przemarznięcie kwiatów akacji, brak kwitnienia drzew owocowych, lipa w lipnej ilości. Jakby tego było mało to jesienią podczas karmienia i leczenia rodzin do zimy, nawiedza nas powódź gorsza niż z roku 1997. Po kolana w wodzie ewakuujemy rodziny, z pomocą przyjaciół, sąsiadów, strażaków lokalnych OSP wynosimy miód i sprzęt pszczelarski. Kilka godzin później pod wodą jest pasieczysko oraz zalana pracowania. Na szczęście wszystko jest zabezpieczone. Kończymy ten ciekawy i bardzo aktywny sezon mając już kilkaset rodzin.

Rzeka

Plany na nowy rok

Co przyniesie 2025? Ile i jakich miodów uda się pozyskać? Pszczoły będą się roić? Bądźcie z nami na naszych social mediach to odpowiemy na te pytania i pokażemy wam jak wygląda nasza praca!